Losy Gutenberga i jego wynalazku

Żeby dobrze zrozumieć, jak Gutenberg chciał drukować książki, przeczytajmy uważnie opis jego roboty. Kiedy Gutenberg powrócił od Kostera, to—jak wiemy,—zaraz zabrał się do wyrzynania liter. Do tego nacioł sobie w równe kostki twardego drzewa.

Na każdym takim kawałeczku dłutkiem i pilnikiem wyrznął u góry literkę. Każdo literkę wyrzynał odwrotnie, jakby była pisano od ryki praweJ ku le- wej; a to dlatego, żeby przy odbijaniu wyszło znów na papierze odwrotnnie, iż było wycięte na drzewie, a Więc tak, jak powinno być napisane. Najpierw wyrznął A, później B, C, D i t. d.—caly alfabet. U dołu każdego kawałka prześwidrował dziurkę. Litery te wyglądały, jak tu na obrazku. Kiedy miał już dużo takich liter czyli, jak je Litery drewniane czyli czcionkiruchome Gutenberga. dziś nazywają, czcionek drukarskich, zaczoł je usta- wiać w wyrazy. Na naszym rysunku z tych czeio. nek ustawłony jest w porzodku odwrotnym wyraz: ADAM. Stawiał litery jedną przy drugiej według tego, jak je w wyrazach wymnwiamy. Kiedy już ustawił cały rzęd czyli wiersz, wte- dy przez dziurki u dołu czcionek przeciągał sznu- rek i mocno gci8kał rzęd liter. Po pierwszym wier- szu składał drugi, trzeci i tam dalej, dopóki nie złożył całej strony. Wtedy ściskał w ramie całą stronę, tak żeby się żadna litera nie poruszyła. Później smarował czcionki fsrbș, przykładał taką stronę do papieru i naciskał czyli drukował. Na papierzc odbijało gię wszystko litera w li• terę, jak było ułożone z czcionek. W ten spo- sób, byle tylko papieru nie zbrakło, mógł Gu- tenberg odbić, ile chciał, sztuk tej strony. Coś podobnego robił już wprawdzie i Koster. Ale Kos- ter, kiedy chciał drukować drugą dbo trzecią stro• nę, musiał wyrzynnć drugą i trzecią deskę z litera- mi. Tymczasem Gutenberg rozwiązywał tylko sznur• ki, rozrzucał swoje czcionki i układał je w innym porządku w nowe wyrazy, składające następną stro• nę. Później znowu umocowywał, napuszczał farbą i wyciskał na papierze nową stronę. Czyli, mając paręset takich czcionek na każdą literę abecadła, mógł wydrukować tysiące najrozmaitszych stron. Trzeba było tylko coraz to układać te sa- me czcionki. Latwo zrozumieć, ile na tern zaoszczędzało się pracy i czasu. Ruz tylko taki drukarz zrobił sobie czy kupił kilkaset czcionek na każdș literę, to póź• niej, coraz to inaczej je układając, mógł drukować tysiłce ksișżek. Jeżeli dobrze się zastanowić, to z samego przy- rodzenia ludzkiej mowy wynika taki właśnie spo- sób drukowania, jaki obmyślił Gutenberg. Człowiek bowiem także używa jednych i tych samych dźwię• ków, tylkc je coraz to inaczej w mowie przestawia.

I drukarz powinien iść za ludzką mowo, bo przecież ksiȚżkB — to jakby przemówienie człowieka. Widzirny więc, że Gutenberg dobrze trafił i obuły- ślił rzecz niesłychanie pożyteczną. Ale od dobrej mysli do prawdziwego pożytku bardzo jeszcze daleko. Przekonał sig o tern sam Gutenberm, kiedy chciał ze sweff() wynalazku sko- rzystać. Chociaż Moguncja oddała Gutenbergowi częŕć jego majątku, ale zawsze nie było tego zbyt wie• le. W ciągłej pru.•y i podróżach stracił on bar- dzo wiele, a tu ciągle jeszcze rosły wydatki, zysku zaś nie było. Czcionki Gutenberg robił sam, ale go to bardzo dużo kosztowało, tym- bardziej, że drewniane okazały za kruche i trzeba je było potem zastąpić metalowerni. Gutenberg bił się z kłopotami długi czas, sądząc, że sam wszystkiemu podoła, ale wkoócu przekonał się, że potrzebuje ludz- kiej pomocy. W owych czasach ludzie pełni byli przegądó1S’, każdą nową rzecz uważali za wymysł ‘łzartowski. Gutenberg musiał więc być bardzo ostrożnym, bał się, żeby ludzie ciemni i nie znający własne• go dobra, nie potliówili go o praktyki i czary. A tu już w Strasburgu zaczęto o nim tnÓwić; rzemieślnicy opowiadali, że Gutenbercr robi jakies dziwaczne nie- widziane narzędzia i wszyscy byli ciekawi, cze- mu on sig w pracowni zamyka i robi zawsze sam. Ztniarkował więc Gutenberg, że ze swoją ble- dł i kłopotami sarn nie da sobie rady i zaczoł szukać wspólników. Wówczas za książki płacono bardzo drogo, a ponieważ sposobem Gutenberga można było nie przepisywać ich, azatern robić taniej, więc o wspól- ników nie było trudno. Do współki z Gutenbergiem przystąpili dwaj rzemieślnicy strasburscy: l)ritzegen i Gelrnan. Ale ci nie bardzo wiele mieli pieniydzy. Wzięli sig więc na taki gposób, że założyli jednocześnie war• gztat luster. Lustra sprzedawano na jarmarkach bardzo korzystnie, a dopiero te pieniądze szły na różne ulepszenia w drukarstwie. Ulepszeń zaś trzeba było zrobić mnóstwo. Trzeba było obmyśleć taką prasy, żeby równiutko przyci• skała zafarbowane czcionki do papieru; trzeba też było przyrządzić dobrą farbę drukarską, żeby się nie rozmazywała i odbijała wyraźnie. Dritzegen był robotnikiem pilnym i rozu- mnyrn —wiele też Gutenbergowi dopornôgł. Na nie- szczęście, niedłuzo P) zawiązaniu się spotki zacho- rował i umarł. Byłby jeszcze Gutenberg poradził sobie bez niego, lecz naraz zwaliła sig nowa bieda: rodzina zmarłego zaczęła gwałtownie upominać sig o spadek. Tyrn• czasem wszystko było włożone w narzędzia i war. sztat i Gutenberg nie miał czetn wypłacić. Rodzi- l) rów. tego na Dritzegena wytoczyła mn proces. towarzysze zaczęli go OPUSZCZAĆ, widząc bie- dę i kłopoty. Proces zniszczył Gutenberga, a co gorsza, o mało cała tajemnica wynalazku nie wydała się przed wszystkimi. Sędziowie byli ciekawi, czem się Gutenberg trudni, i zaczyli dopytywać o to jego robotników: ci jednak nie chcieli zdradzić tajemni- cy swe«ro majstra i nauczyciela, I znowu Gutenberg pozostał bez żadnych środ• ków do życia: cały majątek, jaki posiadał, można było spakować na jeden wóz. Było tam kilkaset ołowianych czcionek i prasa do odbijania czyli dru- kowania na papierze. Widząc, że nic nie może zrobić w Strasbur- gu, Gutenberg wyruszył do swego rodzinneoo mia- Moguncji. Opowiadają, że całą tę drogę odbył piechotą, bo na wozie umieścił swój jedyny skarb— czcionki i prasę. Znowu kilka lat zeszło mu w biedzie. W MO. guncji ożenił się i robił trochę przy pomocy żony. Zaczął drukować pierwszą książkę— Biblję, ale zno- wu zabrakło na to środków. Tymczasem dwaj z jego wspólników w Stras• burgu zaczeli tarn prowadził; drukarnię na własną rę- kę. Potrochu wymacali sekret Ud Gutenberga, trochę się domyślili sarni i teraz, odprawiwszy z kwitkiem nauczycielu, chcieli skorzystać z jego pracy. Doszły o tem wiešci do Moguncji i Gutenberg postanowił szukać nowych wsł ‘ôlników, żeby się nie dać uprzedzić. Bogaty bankier Faust i jego zięć Szeffer zgodzili sie na spółkę. Ale Faust odrazu spisał tflk•ž} umowę, że sobie zagarnął wszystko, a Gntenber• przy własnym war. sztacie był tylko robotnikicrn. Nie było innej ro- dy —wigc musiał się zgodzić na wszystko. Tymcza. Szeffer okazał sig bardzo zdolnym robotnikiem i zrobił ważne ulepszenia w druku. Dotąd Gutenberg nie • mógł sobie poradzić z czcionkami; z drzewa były za kruche, z ołowiu za miękkie i ciągle mu złe drukowały. Szeffer zmię• szał ołów z innym metalem i zrobił czcionki w sam raz, ani zbyt miękkie, ani twarde. Przy- Czcionki odlane z metalu: litery T. I. tem—jak się zdaje—Szeffer pierwszy wpadł na po- mysł, żeby nie wyrzynać każdej czcionki na metalu, lecz odlewać je tylko z metalu w formach, mających Czcionki odlewane, do odbijania liter: a, f, g, n i przecinków. na dnie ss;yciętą na wklęsło literę. W ten sposób z jednej formy można było odlać z metalu tysiące czcionek na jedną literę; z kilkudziesięciu zaś form, odpowiadających wszystkim literom abecadła, mo•żna było na każdą literę odlać tyle czcionek, ile było potrzeba. Napewno nie wiadomo, czy ten wy• nalazek odlewania czcionek w formie był dokonany przez samego Szeffera, czy też może na współkę z Gutenbergiem; dość że posunął on ogromnie na- przod sztukę drukarską . Jednocześnie też Guten- berg ulepszył farbę i cały warsztat stanął naresz- cie. Był to pierwszy warsztat do drukowania książek. Najważniejszemi jego częściami były czcionki i prasa do odciskania. Teraz już zdawałoby sie, że Gutenberg dopiął wreszcie swego i po wielu latach ciężkiej pracy mo• że odpocząć. Tymczasem stało się inaczej. Ban- kier Faust że z drukowania książek może być wielki zarobek, i że go warto całkiem zagarnąć do siebie. Zmówili się więc z zięciem, żeby wykwitować Gutenberga. I znowu oplątali go tak procesem i długami, że Gutenberg stracił wszystko. A Szef- fer i Faust zagarnęli drukarnię i zaczyli ją prowadzić na siebie. W roku 1461-ym odbito czcionkami w tej dru- karni pierwszą książkę — Biblję, czyli Pismo Swiętc. Za nią poszły inne książki: do nabożeństwa, do nau- ki i t. d. Gutenberg był wtedy już stary i mocno skło- potany biedș całego życia. Drugi już raz ludzie po łotrowsku go oszukali. Nie wiedział, co zrobić ze sobą, i musiał patrzeć, jak z jego i długiej pracy korzystał oszust dlatego tylko, że miał pieniądze. Jedyną tylko pociechę dla Gutenberga stanowiło to, że obmyślił sposób, który całemu światu przyniesie wielką ko• rzyśŕ. On wiedział, że odtąd książki rozchodzić się będą szeroko i daleko po ziemi. Pomógł Gatenbergowi niejaki doktór Konrad, który był bardzo oburzony na łotrostwo Fausta i dał Gutenbergowi pieniędzy na nową drukarnię. Odtąd były już w Niemczech trzy drukarnie: jedna w btrasbnrgu i dwie w Moguncji. Gutenberg, chociaż stary, nie przestawał pracować i coraz COA w swoim warsztacie ulepszał. Prócz tego zaczął przyjmować ludzi do nauki. A trzeba pamiętać, że Gutenberg wiele sam umiał i—co najgłówniejsza-—rozumiał dobrze, jak wa• żną jest rzeczą sztukil drukarska. Ucząc drukarstwa, wiedział, że w ten sposób prędko po całym świe- cie rozejdzie się sztuka drukowania, a ztąd wypły- nie nieobrachowana korzyść dla ludzi. Nie sam tylko Gutenberg rozumiał, jak ważnym był jego wynalazek. Cesarz niemiecki Maksymiljan, kiedy się dowie. dział Ó tern, jak szybko teraz można książki odbi• jae, wyrzekł, że ludzie, którzy zajmują się drukar- stwem, powinni być szanowani narówni z nauczy- Cłelami i uczonymi. Naduł drukarzom przywileje i wywyższył ich ponad rzemieklników. Gutenberg już tej sławy nie doczekał. Wkrótce po znłożeniu trzeciej drukarni, Mogun- cję napadli nieprzyjaciele i miasto zniszczyli. W po. żarach nie ocalała i drukarnia Gutenberga. Ledwie sam uszedł z życiem, a jego uczniowie i robotnicy rozproszyli sig po kraju. Stało się to na schyłku życia Gutenberga, kiedy już nie miał sił i ochoty do zaczynania pracy od poczștku. Ostatnie lata spędził on przy niemieckim księ• ciu Adolfie Nassauskim. Książe przygarnął go i bardzo cenił za wielką zasługę przed kwiatem. Niedługo Gutenberg cieszył sig terni wzgly- dami. W ptrę lat po rozbiciu swej drukarni umarł, mając lat około 70-ciu. Było to w Lutym, roku 1468-go.